HomeDorobek naukowyArtykułyPartnerstwo Wschodnie – zagubiona ścieżka na Wschód?

U podstaw Partnerstwa Wschodniego (PW) leży z jednej strony polskie doświadczenie transformacji, a także wysiłki skierowane na współpracę z obszarem umownie zwanym ULB (szkoła Giedroycia)[1]. Doświadczenie nie tylko dyplomatyczne i polityczne (geopolityczne) ile bardziej te wynikające z aktywności podmiotów obywatelskich. Partnerstwo Wschodnie to niejako Summa polskich doświadczeń mających swój początek w słynnym Posłaniu do Narodów Europy wschodniej z 1981 roku, ale także oparte o pozytywny dorobek transformacji ustrojowej (niezależnie od ocen politycznych i kontrowersji w polskim wewnętrznym dyskursie politycznym). Ważnym elementem jest także moment wejścia Polski do UE w 2004 roku i próby współ-modelowania polityki wschodniej całej UE, co Stefan Meister  nazywa  wezwaniem/zaproszeniem Polski do tworzenie unijnej Osteuropapolitik.[2]

Z drugiej strony elementem składowym PW jest doświadczenie UE w relacjach z krajami sąsiedztwa. Według Rolanda Dannreuthera Europejska Polityka Sąsiedztwa ma szansę rozwoju jedynie poprzez przewartościowanie interesów UE w relacjach z krajami sąsiedztwa,
głównie wzmacniając swoją podstawową doktrynę nazywaną przez niego „transformacją
przez dyplomację”[3]. Dyplomacja a nie siła – tak zresztą uważa wielu europejskich obserwatorów – jest głównym atutem i kwintesencją filozofii integracji europejskiej[4]. Europejska sztuka
pokojowego przeobrażania kontynentu europejskiego udawała się dopóki była konsekwentna i miała za narzędzia „przekonujące” argumenty z obszaru gospodarki (oddziaływanie sfery dobrobytu). Arabska Wiosna na przełomie 2011 i 2012 roku mocno zweryfikowała skuteczność unijnej polityki w odniesieniu do sąsiadów[5]. Wrócimy do tego jeszcze później wskazując na wymiar wschodni EPS i jego dość dziwaczną transformację.

W polskim dyskursie wewnętrznym bardzo często pada argument, że „troska o wschód” w istocie zawiera element paternalizmu, z lepiej lub gorzej ukrywanym dążeniem do dominacji. Taka
optyka jest przyjmowana zwłaszcza przez przeciwników jakiegokolwiek zaangażowania
na obszarze post-sowieckim. Tradycja polskiego prometeizmu osłabia tę argumentację, pokazując raczej na romantyczny, nierealny, idealistyczny aspekt tego geopolitycznego konceptu. W skrócie myślowym „prometeizm” stawia się na równi z dokonaniami publicystycznymi Giedroycia-Mieroszewskiego, a wszystko razem przyrównuje do „zapału misjonarskiego”. Krytyka Polski, jako promotora przemian demokratycznych na Wschodzie pojawia się zwłaszcza wśród polityków i
komentatorów w Rosji. Rzadko kiedy dochodzi do dialogu, gdzie strona polska mogłaby dać odpór tym supozycjom pokazując bogate polskie doświadczenie transformacyjne, tradycje republikańskie, aktywność polskich NGO i ogromne zaangażowanie wielu podmiotów i osób indywidualnych wspierających proces demokratyzacji na Ukrainie, Białorusi i wielu innych krajach b. ZSRR. Jak
słusznie zauważa grupa niemieckich polityków, autorów ekspertyzy opublikowanej przez Niemieckie Towarzystwo Polityki Zagranicznej[6], polskie zaangażowanie na wschodzie to efekt racjonalnej polityki skierowanej ku wzmocnieniu w tej części Europy systemu bezpieczeństwa. Wydaje się, że w Berlinie rozumieją, iż dla Polski naturalny jest zatem aktywny opór wobec prób autorytarnych i totalitarnych w krajach obszaru postsowieckiego, gdyż wcześniej czy później zagraża to polskiej suwerenności a w konsekwencji zdobyczom cywilizacyjnym całej Europy.

PW miało stanowić podsumowanie polskich doświadczeń, polskiej myśli politycznej oraz praktyki dyplomatycznej w odniesieniu do naszych relacji ze wschodnimi sąsiadami. Ponieważ „zjedliśmy zęby” na realizacji różnych dogmatycznych koncepcji (federacyjna czy asymilacyjna,
piastowska czy jagiellońska) dzisiaj możemy z dystansem i autorefleksją traktować wszelkie zapędy „misjonarskie”. Sam Giedroyć, w swojej ostrożności, był zresztą surowym przeciwnikiem zbyt aktywnego angażowania się w takie przedsięwzięcia, które mogłyby przynieść więcej szkód[7]. Istnieje jednak pozytywna i niezwykle rozbudowana agenda współpracy pozarządowej. Polskie społeczeństwo udowodniło, że potrafi budować obywatelską przestrzeń współpracy z sąsiadami,
zwłaszcza polskie NGO wykazały się wielkimi kompetencjami i doświadczeniem w budowaniu sieci powiązań z podmiotami ukraińskimi, białoruskimi, rosyjskimi (szczególnie Kaliningrad) na Kaukazie i w Azji środkowej[8].

Inną kontrowersją, na którą zwracać będziemy jeszcze uwagę w rozdziale dot. Ukrainy, jest kwestia relacji między programem PW a procesem akcesyjnym. Dla Ukrainy, za czasów
dyplomacji podległej Prezydentowi W. Juszczence, na samym początku w 2008 roku PW
wydawało się zagrożeniem dla przyspieszonego procesu integracji z UE. Pojawiały się też publikacje autorów ukraińskich, w których zaczęto coraz wyraźniej mówić o „modułowym” modelu integracji. Podobieństwa między integracją „a la carte” są tylko pozorne. Kraje post-sowieckie muszą mieć długie terminy dostosowawcze i perspektyw integracji, zwłaszcza w dobie kryzysu, jest czysty fantazjowaniem, z czego w Kijowie politycy zdają sobie sprawę. PW mogłoby więc  stanowić wygodne narzędzie do generowania projektów modernizacyjno-akcesyjnych i dostosowawczych.

W ostatnich latach na temat Partnerstwa Wschodniego napisano niemało ekspertyz, analiz i tekstów publicystycznych, wskazując przede wszystkim ścisłą zależność projektu Partnerstwo Wschodnie z Europejską Polityką Sąsiedztwa oraz polską polityką wschodnią[9]. Zależność ta, na co warto zwrócić uwagę, wynikała jednak nie z prostej podległości projektu wobec makroprogramu UE skierowanego do sąsiadów. Konkurencyjnych pomysłów w tym zakresie pojawiło się kilka, żeby wymienić tylko Black Sea Synergy, choć większość z nich nie doczekała konceptualizacji tak zaawansowanej jak PW. Polska dyplomacja od początku naszego członkostwa w UE kładła nacisk na dwa elementy odnoszące się do polityki sąsiedztwa. Po pierwsze chodziło o skoncentrowanie współpracy UE na europejskich państwach obszaru postsowieckiego, szczególnie na tych, którym
zależało na zbliżeniu z Brukselą. Po drugie na wzmocnieniu instrumentarium politycznego i gospodarczego (fundusze europejskie) pozwalające oddziaływać zarówno na władze jak i społeczeństwa w celu wzmacniania procesów transformacyjnych i modernizacyjnych.

Argumentem wzmacniającym polski sposób podejścia do zaangażowania UE w krajach obszaru postsowieckiego jest coraz silniej rozpowszechniające się w Niemczech przekonanie o konieczności podejmowania systematycznych działań w obszarze Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. Politycy niemieccy obserwując rozwój wydarzeń w Afryce Płn. wydają się dochodzić do wniosku, że nie można dać się zaskoczyć tak, jak to było w przypadku Francji czy Włoch, które w początkowym okresie kryzysu w Tunezji i Egipcie wydawały się kompletnie bezradne. Antycypacja możliwych
kryzysów na Ukrainie, w Gruzji, na Białorusi każe grupie niemieckich polityków głębiej zastanowić się nad dotychczasowymi efektami EPS. Pochylmy się nad tekstem który przygotowano i rozpowszechniono w postaci biuletynu Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP) wydanego Berlinie na początku br. tj już po zakończeniu polskiej prezydencji[10].

Grupa popularnych i znanych z umiarkowanych poglądów niemieckich polityków twierdzi w
przedstawionym dokumencie, że Partnerstwo Wschodnie powinno dla Niemiec być dużo ważniejsze niż obecnie. Autorzy postulają nawet wprowadzenie do Rządu Federalnego instytucji Pełnomocnika ds. PW oraz zwiększenie współpracy z Polską w tym obszarze.

W dokumencie przebija konstatacja, że problemem RFN w odniesieniu do obszaru postsowieckiego jest brak solidnie ugruntowanej definicji strategicznych interesów Niemiec w polityce zagranicznej; Niemcy nie potrafiły tego zrobić na przełomie 1989/90 oraz po rozszerzeniu. Wyraźnie określa się w ekspertyzie pole dyskursu – wartości i interesy. Wybór tego pierwszego w doświadczeniach powojennych Europy Zachodniej i później UE szedł w parze z drugim; i rzadko kiedy w wymiarze
wewnętrznym stał w sprzeczności, co było rezultatem doświadczeń Europy i leży u  jej fundamentów kulturowych i gospodarczych. Dzisiaj ta dychotomia wydaje się być dużo większa, rozziew między interesami (kontrakty z Rosją. polityka energetyczna UE wobec Ukrainy i Białorusi) a wartościami (brak silnych impulsów władz w Berlinie dla obrony podstawowych praw obywatelskich w krajach postsowieckich) odbija się na całokształcie polityki zagranicznej UE.
Niedopowiedzianą częścią cytowanej analizy wydaje się być ukryta konstatacja, że to właśnie Niemcy powinny się więcej angażować w proces transformacji i demokratyzacji postsowieckiego Wschodu.

W świecie zglobalizowanym Niemcy i cała UE coraz mocniej zderzają się z problemem relatywizacji kwestii wartości i kładą akcent na interesy. To powoduje zachwianie dotychczasowego kośćca aksjologicznego w Europie i kto wie, jak zauważają autorzy, czy kryzys finansowy oraz dalsza globalizacja nie zepchnie UE na dalszy plan we szerszej grze strategicznej. W odniesieniu do Polski
pojawią się też bardzo silne stwierdzenia: dla Niemiec interesy z Rosją wydają się być priorytetowe w zestawieniu z interesami (politycznymi, gospodarczymi) pozostałych krajów postsowieckich; Jak zauważają autorzy opracowania dla Polski kwestia sąsiedztwa z obszarem postsowieckim to przede wszystkim problem dotyczący bezpieczeństwa.

W dalszej części opracowaniu zwraca się uwagę na to, że nie da się „eksportować” demokracji, ale
należy dążyć do poszerzania obszarów dialogu unikając tylko jednego (oficjalnego, rządowego) kanału komunikacji. Niemieccy eksperci dostrzegają przy tym trwały i powtarzany przez  dziesięciolecia błąd niemieckich elit rządzących polegający na pielęgnowaniu dobrych relacji z elitami władzy na niekorzyść społecznych kanałów komunikacji i kooperacji. Postulowana w ramach Partnerstwa Wschodniego wzmocniona Strefa Wolnego Handlu mogłaby być przykładem
instrumentu ze sfery interesów na rzecz poprawy sytuacji w sferze wartości. Jako przykład niemieccy politycy podają, że Mołdawia mogłaby np. przyciągnąć tym sposobem Naddniestrze.

W kwestiach wizowych – jednym z fundamentów projektu Partnerstwo Wschodnie -niemieccy politycy widzą konieczność traktowania Rosji, podobnie jak krajów objętych PW, tj. włączenie Rosji w proces stopniowej liberalizacji systemu wizowego;

Podpisani pod ekspertyzą politycy niemieccy dostrzegają konieczność kontynuowania procesu rozszerzenia, ale w nieco zmodyfikowanej formie w stosunku do krajów PW. Proces
dostosowywania się, dochodzenia do implementacji aquis communautaire może być rozpisany na różne obszary (np. kwestie handlu, ruchu wizowego, strefa euro, wspólnota energetyczna itd.),
do których przystępować będą systematycznie państwa zainteresowane pełną integracją z UE.
Te słowa niemieckich polityków są niezwykle ważne w szerszym kontekście międzynarodowym, ponieważ wzmacniają argumentację Polski, tę argumentację, która stała u podstaw tworzenia projektu Partnerstwo Wschodnie. Nie wolno zapominać, że w środowiskach Polsce nieżyczliwych wszelkie przejawy naszego zaangażowania na rzecz Ukrainy, Białorusi i innych krajów tego obszaru są traktowane jako dowód na realizację geopolitycznej strategii wynikającej nie z poczucia troski o
pokojową przyszłość ale z zaborczych czy rewizjonistycznych intencji drzemiących w polskim społeczeństwie.

Władze rosyjskie z dystansem przyglądają się rozwojowi PW od samego początku jego istnienia. W
2010 roku Rosja weszła wprawdzie do tzw. Grupy Przyjaciół PW (obok USA, Turcji, Kanady, Norwegii, Szwajcarii i Japonii), ale nie odnotowano jakiegoś pozytywnego zaangażowania Moskwy. Zresztą stosunek Rosji do całej Europejskiej Polityki Sąsiedztwa jest podyktowany odmienną strategią niż te przyjęte przez takie kraje poradzieckie jak Ukraina czy Mołdawia.

Skrajny przykład „geopolitycznego” myślenia o współpracy z Europą prezentuje jeden ze znanych rosyjskich analityków i „geostrategów” Aleksander Dugin, którego książki od ponad dekady stanowią żywe odzwierciedlenie punktu odniesienia i języka kształtującego wyobraźnię
polityków i ich doradców, w sferze relacji międzynarodowych (na prace Dugina powołują się Gleb Pawłowski, Władisław Surkow czy Siergiej Karaganow)[11]. W pracach Dugina prezentowana jest stara idea ‘”podziału Europy środkowej na dwie strefy wpływów – rosyjską i niemiecką”. Rosja może być, jak chce np. Karaganow, zainteresowana integracją z UE, ale na własnych zasadach (koncepcja euroazjatycka).
Według Dugina każdy przejaw współpracy między sobą państw tego regionu musi być uznane za wrogie i niebezpieczne dla interesów Rosji. Cyt.: „(…) powstanie osi Berlin-Moskwa zakłada przede wszystkim aktywne zwalczanie jakichkolwiek form organizacji w Europie Środkowej „kordonów sanitarnych” oraz zwalczanie przejawów rusofobii w Niemczech oraz germanofobii w Rosji. (…) Przede wszystkim konieczne jest dążenie do zdecydowanego usuwania wszelkich „kordonów sanitarnych” i wyprzedzające rozwiewanie iluzji państw położonych między (w domyśle: Rosją i
Niemcami – przyp. tłum.), co do ich potencjalnej niezależności od potężnych geopolitycznych sąsiadów. Niezbędne jest stworzenie bezpośredniej i jasnej granicy między przyjacielską Rosją i Europą Środkową (Niemcami) także w perspektywie utworzenia jednego silnego bloku na osi Berlin-Moskwa, co powinno zachowywać swoje geopolityczne znaczenie jako kulturowe, etniczne i religijne limes wyznaczając obszar jednorodności, tak, aby wcześniej eliminować potencjalną ekspansję narodową czy wyznaniową na terenach przygranicznych. Relacje rosyjsko-ukraińskie, rosyjsko-nadbałtyckie, rosyjsko-rumuńskie, rosyjsko-polskie itd. powinny być traktowane nie jako dwustronne ale jako trójstronne, z udziałem Niemiec. To samo dotyczy relacji państw
środkowoeuropejskich z Niemcami, tak aby uczestniczyła w tym Rosja i aby unikać jakiegokolwiek mieszania się państw obszaru atlantyckiego, amerykanów. Oś Moskwa-Berlin pomoże w rozwiązaniu całego szeregu problemów, z którymi borykają się dzisiaj Rosja i Niemcy. Rosja w takim sojuszu otrzymuje dostęp do wysokich technologii, do dużych inwestycji w przemyśle, zyskuje udział Europy w ekonomicznym odbudowaniu ziem rosyjskich. (…) Wzmocnienie osi Berlin-Moskwa wymaga, dokładnego oczyszczenia kulturowo-historycznej perspektywy relacji  wzajemnych od ciemnych stron przeszłej historii wojen rosyjsko-germańskich, które były
efektem skutecznych intryg lobby atlantyckiego w Niemczech i Rosji, nie wyrażały zaś politycznej woli naszych kontynentalnych narodów. W tej perspektywie za celowy należy uważać zwrot Niemcom Obwodu Kaliningradzkiego (Prusy Wschodnie), tak aby odżegnać się od ostatniego terytorialnego symbolu straszliwej wojny bratobójczej. Ale, żeby to nie zostało przyjęte przez Rosjan jako kolejny krok w stronę geopolitycznej kapitulacji, Europa powinna zaproponować Rosji inne terytorialne aneksje lub jakieś formy poszerzenia strefy wpływów strategicznych, wykorzystując do tego kraje, które uparcie dążą do połączenia się w „czarnomorsko-bałtycką federację”. Problem restytucji Prus Wschodnich powinien być nieodłącznie związany ze strategicznym i terytorialnym poszerzeniem Rosji i Niemcy powinny, mimo zachowania w obwodzie kaliningradzkim rosyjskich baz wojskowych, wspierać ze wszystkich sił dyplomatycznie i politycznie wzmocnienie strategicznej pozycji Rosji na Północnym-Zachodzie i Zachodzie. Kraje nadbałtyckie, Polska, Mołdawia i Ukraina – jako potencjalny „kordon sanitarny” – powinny podlegać geopolitycznej transformacji nie po restytucji Prus a jednocześnie z nią jak elementy tego samego procesu zatwierdzania granic między zaprzyjaźnioną Europą Środkową a Rosją”[12].

Odrębną pozostaje kwestia na ile poważnie możemy traktować tego eksperta, ale nawet pomijając pytanie o różne aberracje analityków i ekspertów, mniej lub bardziej zbliżonych do ekipy rządzącej nie możemy obojętnie przejść wobec poglądów, które znajdują w Rosji wielu admiratorów i czytelników. Książki Dugina rozchodzą się w wielu tysiącach egzemplarzy, a jego sława dotarła nawet do Polski, gdzie z udziałem młodych pracowników naukowych (L. Sykulski) powołano do życia akademickie centrum geopolityki, które zajmuje się aktywnym rozpowszechnianiem jego idei.

Moskwa zazdrośnie od lat patrzy na próby „eksportu demokracji” na Ukrainę, Białoruś, do Gruzji, Mołdawii (w postaci tzw. kolorowych rewolucji). Nieważne, czy Polska miała i ma w tych procesach jakiś realny udział (pomijając inspiracje intelektualne i spontaniczne więzi przedstawicieli tzw. społeczeństwa obywatelskiego) władze na Kremlu uznają te procesy za inspirowane z zewnątrz i stanowiące dowód na ingerencję czynników zagranicznych.

W takiej sytuacji aktywne promowanie Partnerstwa Wschodniego musi napotykać na pewne bariery psychologiczne, tym bardziej, że wielu brukselskich urzędników i polityków, nie
znających realiów współczesnej Polski i jej otoczenia, gotowych jest uwierzyć narracji o polskich mocarstwowych ambicjach w tej części Europy.  Głos niemieckich ekspertów przedstawionych
wyżej jest zatem przejawem rosnącego zaufania między Polską i Niemcami, po drugie świadczy o dojrzewającym przekonaniem w Berlinie, że bez większego zaangażowanie UE w krajach postsowieckich kryzysy i perturbacje polityczne u naszych wschodnich sąsiadów mogą być w skutkach groźniejsze dla nas wszystkich niż to co wynikało z dramatycznych wydarzeń w Afryce Płn. w 2011 roku.

Polska Prezydencja w okresie przygotowywania założeń i konkretnych przedsięwzięć związanych z
promocją Partnerstwo Wschodniego musiała brać pod uwagę realia polityczne i dynamicznie zmieniające się warunki.  Program polskiej prezydencji zawierał w kontekście PW kilka podstawowych zadań, do których jako najważniejsze zaliczymy:

1. Przyspieszenie rozmów dot. umów stowarzyszeniowych oraz tworzenie stref wolnego handlu
(głównie Mołdawia i Ukraina)
2. Przeprowadzenie Szczytu PW (wrzesień 2011)

3.  Przeprowadzenie Forum społeczeństwa Obywatelskiego Partnerstwa Wschodniego (listopad
2011)

Program Partnerstwa Wschodniego zainicjowany w 2009 i przygotowywany w Warszawie od 2007 roku zakładał jednak silne wzmocnienie instytucji obywatelskich, zwiększenie zakresu oddziaływania programów mających wspomagać transformację ustrojową, unowocześnianie prawa, administracji i budowanie instytucji obywatelskich. Sama Prezydencja nie daje oczywiście takich narzędzi jakimi dysponuje np. Komisja Europejska, dlatego kraje zapraszane do PW postulowały zwiększenie środków finansowych na przeprowadzanie niezbędnych reform[13]. Efekt końcowy polskiego przewodnictwa nie mógł być zatem imponujący. Skromny pakiet założeń oraz
katalog osiągnięć w odniesieniu do Partnerstwa Wschodniego znalazł wyraz w dokumencie końcowym po zakończeniu prezydencji, gdzie czytamy: „Przyjęta na Szczycie Wspólna Deklaracja,
stanowiąca polityczny sygnał w sprawie dalszego pogłębiania integracji krajów partnerskich z UE, zawiera ambitne zapisy dotyczące: oparcia Partnerstwa na wspólnych wartościach i uznania europejskich aspiracji krajów partnerskich; zapowiedzi pełnej integracji państw partnerskich z wewnętrznym rynkiem UE i w przyszłości stworzenia wspólnego obszaru gospodarczego UE-PW; potwierdzenia dążenia do ustanowienia reżimu bezwizowego, a także pogłębienia współpracy
sektorowej. W Deklaracji znalazła się również zapowiedź otwarcia programów UE dla obywateli państw partnerskich. Zgodnie z decyzjami Deklaracji Warszawskiego Szczytu PW zainaugurowano negocjacje umów o strefach wolnego handlu (DCFTA) z Gruzją i Mołdawią oraz zakończono negocjacje Umowy Stowarzyszeniowej UE – Ukraina, obejmującej DCFTA. Sukcesem zakończyły się także starania prezydencji o powołanie Forum Biznesu PW (spotkanie założycielskie odbyło się w Sopocie 30.09.2011 r.). Prezydencja wsparła ponadto organizację III Forum Społeczeństwa
Obywatelskiego w Poznaniu (28-30.11.2011 r.), które było także miejscem inauguracyjnego posiedzenia Konferencji Władz Lokalnych i Regionalnych PW (8.09.2011 r.). W trakcie polskiej prezydencji odbyło się pierwsze formalne posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego PW – Euronest. Ponadto, z inicjatywy Komisji Europejskiej we współpracy z polską prezydencją (MEN, MKiDN, MNiSW, MSiT) zorganizowana została konferencja „Wschodni Wymiar Mobilności”  (Warszawa, 6–7.07.2011 r.) Konferencja wniosła ważny wkład w Europejską Politykę Sąsiedztwa, w szczególności akcentując znaczenie Partnerstwa Wschodniego. Szczególną uwagę poświęcono mobilności studentów, nauczycieli, naukowców, młodzieży, podmiotów sektora sportowego i kulturalnego. W konferencji uczestniczyła pani Androulla Vassiliou, Komisarz UE ds. Edukacji, Kultury, Wielojęzyczności i Młodzieży. W przyjętych konkluzjach uczestnicy zaapelowali m.in. o
wzmocnienie uczestnictwa podmiotów z krajów partnerskich w obecnych i przyszłych programach Unii Europejskiej. Prezydencja, zmierzając do pogłębienia współpracy sektorowej Partnerstwa Wschodniego, zorganizowała szereg spotkań na szczeblu ministerialnym, wyższych urzędników oraz eksperckim w tym m.in.:
konferencję ministrów gospodarki, transportu i rolnictwa PW; debatę ministrów szkolnictwa wyższego PW, konferencję szefów służb celnych PW i spotkanie szefów służb statystycznych PW, konferencje eksperckie w obszarze migracji, zwalczania
przestępczości narkotykowej i handlu ludźmi, współpracy klimatycznej (w tym dwudniowe warsztaty klimatyczne dla państw PW), walki z korupcją; energetyki, bezpieczeństwa, edukacji; kultury, ceł i własności przemysłowej. Komisja Europejska pracuje obecnie nad dalszym rozwojem współpracy sektorowej, na bazie działań zainicjowanych przez polską prezydencję
[14].
Sam dokument końcowy Szczytu PW (tzw. Deklaracja Warszawska) stanowi raczej katalog zadań,
postulatów dotyczących współpracy UE z krajami wschodniego sąsiedztwa niż zapis osiągniętych celów. Za poważny zgrzyt w trakcie Szczytu PW uznano brak zgody części delegacji na podpisanie wspólnej deklaracji dotyczącej Białorusi. Sytuacja w tym kraju, zwłaszcza pogorszenie w obszarze praw obywatelskich i swobód politycznych (zwiększająca się liczba więźniów politycznych, represje,
ograniczanie i tak wąskiego pola wolności słowa) mocno osłabiła wydźwięk i zakładaną skuteczność instrumentów mających przybliżyć kraje „szóstki” do norm i zasad panujących w UE.

Z pewnością za sukces w trakcie trwania polskiej prezydencji należy uznać inicjatywę powołania
Europejskiego Funduszu Demokracji (European Endomnet for Democracy), który w założeniach miał być odpowiednikiem amerykańskiego NED. Pomysł powstał niejako przy okazji „reformowania” EPS w pierwszej połowie 2011 roku. Jak zauważył jednak w swoim komentarzu dziennikarz Toby Vogel, Europejski Fundusz na rzecz Demokracji, mimo słusznych założeń przedstawionych z naciskiem przez polskiego Ministra SZ ( w grudniu 2011) może mieć trudności z gromadzeniem środków. Z jednej strony ma to być instytucja niezależna od struktur instytucjonalnych UE, z drugiej kraje członkowskie nie będą zobligowane do łożenia na działalność tej instytucji. Ambicje polityczne poszczególnych polityków brukselskich oraz brak systematycznego, silnego wsparcia ze strony Komisji i samej Catherin Ashton mogą trwale unieruchomić inicjatywę[15].

W Polsce realizacja projektu Partnerstwa Wschodniego, spotykała się z różnymi reakcjami. Od
zachwytu i komplementów pod adresem władz po krytykę. Jeszcze w 2010 r. pracownicy
naukowi i doktoranci Wyższej Szkoły Europejskiej im. J. Tischnera przygotowali rozpisaną na wiele głosów analizę PW w perspektywie praktyki dyplomatycznej i dyplomacji publicznej[16].  Stanisław Górka podchodzi do PW ze sceptycyzmem, uważając, iż większość „nowatorskich” osiągnięć została zawarta w dokumentach strategicznych EPS z 2004 troku, (added value) oraz w kolejnych latach gdy mówiło się o tzw. new enhanced agreements / cooperation.[17] Ponadto Górka trafnie zauważa, że: „…barwny i optymistyczny język unijnych dokumentów nie jest poparty odpowiednimi środkami na realizację prezentowanej oferty [PW]”.[18]

Krytycy PW w jego „biurokratyczno-brukselskiej” wersji zauważają, że gdyby inicjatywę i projekty
przekazać NGO ’-som w Polsce, na Litwie, w Czechach i innych krajach regionu środkowoeuropejskiego (skandynawskich nie wy wyłączając) to dużo skuteczniejszy i ambitniejszy program modernizacyjny dla krajów szóstki PW mógłby być realizowany za dużo mniejsze środki. Krytyka ta słyszalna jest przez dyplomatów polskich i unijnych podczas kolejnych narad i konferencji z udziałem trzeciego sektora, któremu nikt nie kwapi się przekazywać (dzielić się ) dostępnym instrumentarium PW. Trafne wydaje się porównanie jednego z działaczy
pozarządowych, który porównuje PW do zakupionego drogiego urządzenia diagnostycznego do szpitala na prowincji, gdzie od lat nikt nie potrafi go uruchomić, ale dyrekcja chętnie chwali się jego posiadaniem demonstrując zakrywane pod folią nowoczesne urządzenie  zagranicznym
delegacjom.

Na głosy, że przecież są środki dla PW z puli EPS oraz z innych instytucji UE (w tym EBC) trzeba
odpowiedzieć pytaniem – a czy byłyby mniejsze gdyby nie było PW?

W kontekście Szczytu Warszawskiego oraz polskiej prezydencji w Radzie UE pojawiło się też wiele ocen pozytywnych, choć nie bezkrytycznych. Jak zauważa Katarzyna Pisarska z Fundacji
Pułaskiego: „W temacie Partnerstwa Wschodniego zrobiono dużo dobrego. Mając na uwadze, że jesteśmy tuż po wydarzeniach „arabskiej wiosny, że cała Unia jest skupiona na kryzysie euro, sam fakt, iż udało się dobrze zorganizować Szczyt PW i przeprowadzić szereg nowych projektów w ramach programu, dobrze wróży tej polskiej inicjatywie. (…) . Kilka pomysłów udało się zaprezentować. Oczywiście w ciągu sześciu miesięcy trudno jest oczekiwać, aby zostały one zrealizowane, niemniej jednak będą one dyskutowane. (…) półroczny okres polskiej prezydencji nie przyniósł poważnych politycznych zmian ani na Białorusi, ani na Ukrainie, ani na południowym Kaukazie. Oczywiście nie jest to wina samej prezydencji. (…) po raz pierwszy w UE jest pewien consensus co do potrzeby demokratyzacji i pomocy w zakresie transformacji tych krajów w stronę systemu demokratycznego”.[19]
Eurodeputowany Marek Siwiec[20] oceniając Deklarację Warszawską ze Szczytu PW zauważa, że w dokumencie nie pada Słowo “członkostwo”, zamiennie mówi się o wspólnocie wartości, zasad, wolności, demokracji i rządach prawa, a: “uczestnicy szczytu doceniają europejskie aspiracje i europejski wybór niektórych partnerów”. I dalej: “…podkreślają szczególną rolę Partnerstwa Wschodniego, aby wspierać tych, którzy szukają bliższych relacji z Unią Europejską.(…) W tłumaczeniu na język prostych ludzi: dajemy zielone światło dla stowarzyszenia, nie obiecujemy
członkostwa, ale będziemy wspierać wszystko, co może Was do niego przybliżyć”. Mało, ale wspólnie – konkluduje europoseł. W doniesieniu do kwestii zniesienia wiz zauważa, że punkt 8 Deklaracji Warszawskiej odwołuje się do technicznych warunków reżimu wizowego. Unia będzie podejmować decyzje indywidualnie, a warunkiem koniecznym jest przyjęcie umowy o readmisji. W tym kontekście “Szczyt warszawski docenia postęp, jakiego dokonały Mołdowa i Ukraina”. Dalej dokument wskazuje te kraje jako przykład dla innych. W tłumaczeniu: można oczekiwać
postępu niezależnie od stanu rozmów z Rosją. I wreszcie kwestia Ukrainy: tu Marek Siwiec stwierdza: „Obawiałem się, że szczyt może zdominować sytuacja Julii Tymoszenko. Tak się jednak nie stało”. Europoseł reasumując ocenia Szczyt PW na mocną trójkę z plusem (dodaje przy tym: „jak ktoś woli może być czwórka z minusem”). Cyt.: „ Stare powiedzenie mówi, że w umowach prawnych najważniejsze jest to, co na końcu i małym druczkiem. W deklaracji, ostatni artykuł 29
zdecydowanie popiera inicjatywę Wysokiego Przedstawiciela i Komisji Europejskiej, aby do końca roku w konsultacji z partnerami powstała mapa drogowa, która wyszczególni cele, instrumenty i działania oraz sposób ich wprowadzenia na najbliższe 2 lata do kolejnego szczytu Partnerstwa Wschodniego. Tego nigdy nie było i w ten sposób uzyskamy jasny obraz, co tak naprawdę
partnerzy chcą robić, gdy gasną światła wielkich sal konferencyjnych”[21].

Inni eksperci zapytani przez redaktorów portalu www.eastbook.eu zauważają:Stwierdzenie, że Unia Europejska (UE) to 27 państw o zróżnicowanej polityce zewnętrznej jest
truizmem, który jednak trzeba powtórzyć. Działanie w takiej grupie na rzecz własnych interesów wymaga kunsztu. (…) Jest o co walczyć, bo PW to nic innego jak hurtowe wydanie polskiej polityki wschodniej pod parasolem UE. Konstruowany jest mechanizm, który za jednym zamachem ma kierunkować rozwój nie jednego, a sześciu państw Europy Wschodniej unikając, co nie mniej ważne, konfliktu z Rosją” (Artur Kacprzak). Paweł Charkiewicz zauważa,
że p
o przystąpieniu Armenii do Programu PW nie doszło w tym kraju do znaczącego przełomu. Mowa tu zwłaszcza o wzmacnianiu demokracji, przestrzeganiu praw człowieka, dywersyfikacji energii, a przede wszystkim bezpieczeństwie regionalnym. Armeńskie nadzieje wobec szczytu PW to przede wszystkim zwrócenie uwagi UE na chęć rozwoju kraju i wyjścia z regionalnej izolacji.
Paweł Lickiewicz puentuje stosunek Azerbejdżanu do PW w ten sposób: „Polsko – szwedzka inicjatywa jest wykorzystywana przez Baku do realizacji własnych interesów: dynamizowania współpracy w sferze energetycznej oraz wywierania nacisku na Unię Europejską w celu większego zaangażowania się w rozwiązanie konfliktu o Górski Karabach. Azerbejdżan nie jest członkiem WTO, więc nie może rozpocząć negocjacji nad DCFTA, co przekreśla szansę na rozpoczęcie negocjacji na temat Umowy Stowarzyszeniowej. Baku wydaje się nie być z tego powodu
specjalnie zmartwione”.  Jeżeli chodzi o Białoruś klincz w relacjach między Mińskiem i Brukselą pozostaje utrzymany i trudno o perspektywę poprawy, nawet gdyby zastosować pełen katalog instrumentów Europejskiej Polityki Sąsiedztwa (której i tak Białoruś od początku nie
akceptuje). Kluczem do zmiany jest postawa Łukaszenki, dla którego rozgrywka między Moskwą a Brukselą od ponad dekady pozostaje najsilniejszym elementem strategicznej „gry o przetrwanie”.

Według Anny Woźniak Gruzja to samotny wojownik, w dużym stopniu uzależniona jest od pomocy zewnętrznej i wsparcia politycznego innych krajów. Do tej pory skorzystała między innymi ze 120 milionów euro jako uzupełnienie do krajowej dotacji z ENP, oraz 6 milionów euro pomocy humanitarnej dla ludności dotkniętej konfliktem rosyjsko gruzińskim. Ponadto, korzysta z Europejskiego Instrumentu na rzecz Demokracji i Praw Człowieka – (EIDHR) i Programu Zapobiegania, Ograniczania i Przeciwdziałania Skutkom Klęsk Żywiołowych i Katastrof Spowodowanych przez Człowieka. (…) Na Szczycie PW Gruzini spodziewali się otrzymania wyraźnego sygnału w kwestii rozpoczęcia negocjacji DCFTA. Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili nie ukrywał, że spodziewa się również deklaracji i wyznaczenia daty akcesji. Jednak marzenia Saakaszwilego będą przesunięte w trudną do przewidzenia przyszłość. Chyba nikt dziś nie jest w
stanie sobie wyobrazić wyspy złożonej wyłącznie z jedynego państwa Europejskiego na Południowym Kaukazie. Gruzini nie tracą jednak nadziei – walczą o uznanie.
Według Tomasza Hornowskiego ostatnie dwa lata Mołdawia pokazywana jest jako sukces programu PW. Inauguracja polsko-szwedzkiej inicjatywy zbiegła się ze zmianą władzy i
powołaniem koalicyjnego rządu pod nazwą Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej. Można dyskutować na ile na zmiany w Mołdawii wpływ miało PW. Ale faktem jest, że przez ostatnie dwa lata Mołdawia stała się ulubieńcem europejskiej polityki wschodniej. Wśród konkretów, które przyniosło ze sobą PW, wymienić należy: szybko postępujące negocjacje umowy stowarzyszeniowej, wdrażanie planu dział ań na rzecz wprowadzenia ruchu bezwizowego i rozmowy o wspólnej przestrzeni powietrznej. UE patrzy dziś z wielką nadzieją na Mołdawię, co zobowiązuje. A problemy wewnętrzne, brak przeprowadzania koniecznych reform i podział
społeczeństwa podają w wątpliwość optymistyczny scenariusz rozwoju wydarzeń. Vlad Filat, przybywający do Warszawy jest realistą, nie liczy na to, że usłyszy o perspektywie członkostwa w UE, choć to na pewno jego marzenie. Pragmatyzm podpowiada, że najważniejsze będą dwie kwestie: zniesienie wiz i rychłe rozpoczęcie negocjacji o pogłębionej i kompleksowej strefie wolnego handlu. Mołdawia liczy również, że w Warszawie uda się rozbudować PW o kolejne
inicjatywy, które łączyć będą urzędników, biznes i społeczeństwa UE i krajów PW. Filat jest przekonany, że dla Mołdawii nie ma dziś alternatywy, a PW traktuje jako szansę na rozwój kraju … Nie wybrzydza”.

Najtrudniejszy „orzech do zgryzienia” dla UE to problemy wewnętrzne Ukrainy, co widać było nie tylko z perspektywy Szczytu Warszawskiego, Paweł Charkiewicz zauważa, że: „Ukraina,
największe państwo objęte programem Partnerstwa Wschodniego, jednocześnie jest teoretycznie najbliżej podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Kijów ma ze wszystkich krajów objętych PW najbardziej zbliżone do unijnego ustawodawstwo. Organizacje pozarządowe nie mają większych problemów z działalnością, a przepisy miejscowego prawa z każdą chwilą stają się coraz bardziej zbliżone do norm unijnych. Partia rządząca z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele wobec pogorszenia relacji z Rosji coraz bardziej skłania się do współpracy z Unią
Europejską. Po otwarciu przez Rosję Nord Stream Kijów z coraz większą niepewnością spogląda na swojego głównego partnera handlowego i dostawcę energii. Ukraina, w przeciwieństwie np. do
Gruzji, deklaruje, że nie spieszy się jej do Unii. Tu najbardziej pasowałaby pośrednia forma oparta na pogłębionej współpracy z krajami Unii. Europejscy politycy przekonują jednak, że obecnie największym problemem, poddającym w wątpliwość wiarygodność Ukrainy, jest proces karny byłej premier Julii Timoszenko. Prawdopodobnie położy się on cieniem na całym szczycie. Najważniejsze dla Ukrainy podczas warszawskiego szczytu to sfinalizowanie negocjacji w sprawie podpisania Umowy Stowarzyszeniowej – do którego, jak już wiadomo, nie dojdzie. Kolejny priorytet do zrealizowania w Warszawie to uregulowanie terminu ukraińskiego wejścia do DCFTA. Nie mniej ważny będzie także aspekt modernizacji europejskiego reżimu wizowego, któremu przeciwstawiają się Ukraińcy”[22].

Ocena samego Szczyt PW w Warszawie jest raczej zgodna, eksperci uważają, że udało się utrzymać przyjazny, pozbawiony antyrosyjskiego ostrza charakter programu. Pozostaje pytanie, czy usunięcie z Warszawy etykiety rusofoba w sposób skuteczny i trwały zapewni sukces polskiej dyplomacji w UE? Można wątpić tak samo jak w to, że Rosja życzliwie i bez zastrzeżeń przyjmie program Partnerstwa Wschodniego. Niezależnie jednak od tych „zewnętrznych” uwarunkowań trzeba przyznać, że wysiłki polskiej dyplomacji nie mogą nie być dostrzegane.

Niezależnie od polskich starań i wysiłków (dyplomatycznych, politycznych i organizacyjnych) związanych z rozwojem programu Partnerstwa Wschodniego w trakcie półrocznej Prezydencji
problem trzeba widzieć szerzej, zwłaszcza na tle rozwoju Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. W maju 2011 roku Komisja Europejska wspólnie z Wysokim Komisarzem ds. WPZiB przyjęła komunikat dotyczący tzw. nowego otwarcia w sprawie ENP. W dokumencie pod nazwą: „A New response to
a Changing Neighbourhood.
A review of ENP”.  widać wyraźny wpływ wydarzeń na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza podkreślanie konieczności budowy instrumentów pogłębiania demokracji i
społeczeństwa obywatelskiego . Silnie akcentowana jest zwłaszcza potrzeba stworzenia European Endowment for Democracy (EED). Na problem ten zwróciła uwagę w Polsce Agnieszka Łada[23], twierdząc, iż PW powinno silniej i aktywniej koncentrować się na wspieraniu społeczeństwa
obywatelskiego. Zwróciła zatem uwagę na ten aspekt, który leżał u podstaw projektu, w fazie refleksji nad jego strukturą i celami (lata 2007-2908), za co był tak mocno krytykowany. Tekst Łady potraktować można jak owo słynne zawołanie pogubionych chrześcijan z okresu reformacyjnych burz: „Wróćmy do źródeł!”. Co oznacza nie mniej ni więcej tylko „Wróćmy do wartości!”.

Kolejnym elementem taktyki Komisji i Wysokiego Przedstawiciela ds. WPZiB, niezwykle mocno
rzucającym się w oczy, jest swoiste wydzielenie w ramach dotychczasowego ENP dwóch kierunków: wschodniego i południowego. Pierwszy nazwano Eastern Partnership drugi Partnership for Democracy and Shared Prosperity in the southern Mediterranean.

Powstaje wrażenie, że mamy do czynienia z klasycznym rebrandingiem. Zmienia się naklejki i nazwy, choć istota pozostaje ta sama. Warto przy okazji przypomnieć, że największe
opory wobec inicjatywy Partnerstwa Wschodniego w 2008 roku zgłaszali politycy unijni z państw stare piętnastki (np. Benita Ferrero-Waldner, komisarz odpowiedzialny za EPS twierdziła, że inicjatywa polsko-szwedzka jest powielaniem dotychczas realizowanego programu współpracy sąsiadami UE).

Rzecz mogłaby wydawać się nieistotna, gdyby nie fakt, że w Polsce i w naszych relacjach zagranicznych, zwłaszcza w trakcie intensywnej prac polskich dyplomatów w okresie Prezydencji,
tę cześć ENP odnosząca się do obszaru postsowieckiego nazywano zamiennie Partnerstwem Wschodnim, podczas gdy dyplomaci i politycy UE w Brukseli Partnerstwo Wschodnie  umieszczali wewnątrz ENP. Tylko i wyłącznie. Może to drobiazg, ale wydaje się, dość istotny jeżeli popatrzeć na PW i ambitne plany Polskie z perspektywy lat 2007-2008, kiedy to ambitny projekt wywoływał emocje, gdyż jak się wydawało zbyt mocno i zbyt ambitnie wchodził w obszar geopolitycznego konfliktu z Rosją. Dzisiaj to Rosja narzuca agendę rozmów całego postsowieckiego wschodu z UE. Rzecz dotyczy nie tylko Kaliningradu (projektu UE i współfinansowane ze środków FR, ochrona
środowiska, wizy, MRG, kwestie bezpieczeństwa – problem groźby rozmieszczenia rakiet „Iskander”), ale również trzech krajów bałtyckich (referendum na Łotwie, wybory na Litwie z silnym opozycyjnym akcentem pro-rosyjskim), Ukrainy (problemy gazowe), Mołdawii Nadniestrze), Gruzji (Abchazja, Osetia), Armenii i Azerbejdżanu (Nagorny-Karabach). Czynnik rosyjski nawet, jeżeli będziemy go bagatelizować lub uznawać za „załatwiony” ciągle będzie powracać, o ile UE nie
zbuduje silnych instytucji wspierających współpracę ze wschodnimi sąsiadami. W sferze postulatów pozostaje zatem powołanie Sekretariatu PW wzmocnienie finansowe i oczywiście implementacja projektu Europejskiego Funduszu Demokracji (EED) zdolnego w sposób bezkompromisowy wspierać instytucje obywatelskie i przemiany demokratyczne w krajach obszaru postsowieckiego.

Lipiec 2012

 

 

 

 

 

 

 

 


[1] Por. „Od
Giedroycia do Partnerstwa Wschodniego
” (ankieta przeprowadzona przez
redakcję pisma wśród kilku polskich ekspertów i polityków), [w:] „Nowa Europa
Wschodnia
” Nr 2 (IV) z 2009 r. ss. 21-62;

[2] S. Meister „Niemiecki szpagat”, tamże, s. 56;

[3] Zob.  R. Dannreuther, “Developing
the Alternative to Enlargement: The European Neighbourhood Policy
”,
[w:] European
Foreign Affairs Review
Nr
11 z
2006 r. ss. : 183–201,

[4] Zob. A. Lopez-Isturiz & K.
Sasmatzoglou, „Democracy-building in
Europe and Beyond
“ oraz B. Ferrero-Waldner, “Future Prospects for the European Neighbourhood Policy”, [w:] “European Review”, Brussels, vol. 2
–Autumn 2005;

[5] Por. J. Kirchherr, “The European Neighbourhood
Policy has failed because of its own contradictions and small budget. But the
Arab spring offers a renewed opportunity for the EU to reinvigorate the program
” na stronie:  http://blogs.lse.ac.uk/europpblog/2012/04/17/enpi-arab-spring

[6] Zob. “Deutsche Außenpolitik und Östliche Partnerschaft“,
Positionspapier der Expertengruppe Östliche Partnerschaft Markus Meckel, Georg Milbradt, Friedbert
Pflüger, Christian Schwarz-Schilling, Rainder Steenblock, Rita Süssmuth, Günter
Verheugen, Karsten D. Voigt Red.: I. Hahn, G. Schuch, [w:] DGAP Standpunkt  (biuletyn) Februar 2012, nr 1;

[7] Chodzi o krytykę powołania inicjatyw medialnych
skierowanych na Białoruś (w 1998 roku taką inicjatywą było powołanie rozgłośni
białoruskiej „Radio Racja”)

[8] Jako przykład można wskazać tylko jeden program „RITA”
realizowany przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności (patrz opracowania i
raporty na stronie www.pafw.org.pl);

[9] Zob..szerzej: M. Maszkiewicz, “Polityka wschodnia –
polska czy europejska?”, [w:] „Polska pięć lat w Unii Europejskiej”(red. S. Konopacki), Łódź 2009,
ss.119-144;

[10] Zob. “Deutsche Außenpolitik und Östliche Partnerschaft“,
Positionspapier der Expertengruppe Östliche Partnerschaft Markus Meckel, Georg Milbradt, Friedbert
Pflüger, Christian Schwarz-Schilling, Rainder Steenblock, Rita Süssmuth, Günter
Verheugen, Karsten D. Voigt Red.: I. Hahn, G. Schuch, [w:] DGAP Standpunkt  (biuletyn) Februar 2012, nr 1;

[11] Na proces reimperializacji
Rosji zwracają też uwagę liczni rosyjscy eksperci, zob. np. zbiór wypowiedzi w
książce wydanej przez Fundację Batorego („Imperium Putina” Warszawa, 2007) i w
nim zwłaszcza teksty autorstwa L. Szewcowej czy A. Moszesa poświęcone temu
zagadnieniu.

[12] A. Dugin  „Osnowy
geopolitiki
”,  Moskwa 1997, ss.
224-228;

[13] [13] Zob: „Program polskiej
prezydencji w Radzie UE, 1 lipca 2011-31 grudnia 2011”, Warszawa 2011; s.
11-14;

[14] „ Przewodnictwo
Polski w Radzie Unii Europejskiej. Raport końcowy z przygotowania i sprawowania
prezydencji”, Warszawa 2012, ss. 171-172;

[16] „Partnerstwo wschodnie,. Na drogach i bezdrożach
wolności” (red. A. Kudelski, D. Skorupka), Kraków 2010;

[17] Zob. S. Górka „Partnerstwo Wschodnie – między PR a
polityką drobnych kroków”, w tamże s.43;

[18] Tamże s. 45;

[19] Cyt. : za www.eastbook.eu (wejście 12.02.2012);

[20] Zob. M. Siwiec „ocena PW przez przymat trzech
konkretow”, w: www.eastbook.eu (wejście
10.10.2011)

[21] Cyt, za tamże s. 3;

[22] Wszystkie wypowiedzi I cytaty ekspertów zaczerpnięto
ze strony www.eatsbook.eu (wejście
11.02.20012)

[23] Zob. A. Łada, Towards
a stronger role for civil society in the Eastern Partnership, European Policy
Center, Policy Brief  July 2011; dostępne na stronie

 

Komentowanie zamknięte.