HomeDorobek naukowyRecenzjeKamila Pawełczyk-Dura, Rosyjskie Prawosławie w okresie wczesno-sowieckim (1917-1927), wyd. Polihymnia, Lublin 2014; s.336.

Pisanie w Polsce o Prawosławiu, z perspektywy historycznej, socjologicznej i politologicznej nie jest łatwe. Istnieje kilka podstawowych barier, z których za największą można uznać stosunkowo słabą obecność literatury, tekstów źródłowych, książek i opracowań akademickich. Praca Kamili Pawełczyk-Dura z całą pewnością wzbogaca naszą wiedzę o sytuacji kościołów wschodnich po dojściu bolszewików do władzy w 1917 roku.

Autorka – i to uważam od samego początku czytania tej wciągającej lektury, za wielki atut – udostępnia polskiemu czytelnikowi niezwykle bogatą bibliografię rosyjskojęzyczną w materii, którą prezentuje.

Jeszcze 20 lat temu byliśmy skazani na skąpą liczbę opracowań dostępnych szerzej dzięki ośrodkom emigracji rosyjskiej w Europie Zachodniej i USA. Wydawane w niskich nakładach, unikatowe prace, miały los bliski samizdatom, również dlatego, że znacząca część opiniotwórczych środowisk na Zachodzie wydawała się być mało zainteresowana szerszą prezentacją męczeństwa, jakiego doznali chrześcijanie od samego początku funkcjonowania sowieckiego reżymu. Idea modernizacji Rosji, jaką prezentowało wielu luminarzy zachodnioeuropejskiego racjonalizmu, przedstawiając Lenina i Stalina w pozytywnym świetle, kłóciła się z ponurym obrazem biskupów i popów zaganianych do katorżniczej pracy, mordowanych na Sołowkach i w Syberyjskiej tajdze. Modernizacja nie mogła się kojarzyć z burzeniem świątyń, rozstrzeliwaniem duchownych i wiernych oraz sprzedażą bezczeszczonych relikwii na bazarach. Idea rewolucji w takim kontekście byłaby trudna do obrony.

W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć, że pierwsza praca o bolszewickim ateizmie w działaniu, napisana w latach 20-tych przez brytyjskiego korespondenta w Moskwie Mac Cullagha została niemal natychmiast przetłumaczona na język polski i wydana w dużym nakładzie. Tłumaczką była sekretarka Józefa Piłsudskiego, Kazimiera Iłłakowiczówna. W Polsce bolszewizm został więc dość szybko zidentyfikowany od najgorszej strony. Może dlatego, kilkadziesiąt lat później los kościoła w Polsce i jego przywódcy Kardynała Wyszyńskiego był tak odmienny od losu Cerkwi i świętego Patriarchy Tichona. Rosyjski przywódca duchowy umierał niemal w samotności, podczas gdy lider polskiego życia religijnego w końcu swojego życia mógł zbierać owoce swojej odwagi i niezłomnej postawy. 1

Dzięki pracom, sponsorowanym także w ostatnich latach przez oficjalną Cerkiew rosyjską, coraz bardziej odsłania się nam pełniejszy obraz tego, co stało się z rosyjską cywilizacją pod wpływem ateistycznej ideologii, wspieranej przez gorliwych funkcjonariuszy aparatu represji ZSRS. Kamila Pawełczyk-Dura doskonale uzupełnia ten obraz szczegółowo opisując proces rozpadu struktur odradzającego się kościoła wschodniego. Słowo odrodzenie należałoby rozumieć, w tym kontekście, jako uwolnienie się od pętli państwowej administracji, która od przełomu XIX i XX wieku hamowała i uniemożliwiała proces znany w zachodnim kościele (po Vaticanum II) jako aggiornamento – rozumiane jako uwspółcześnienie. Rosyjscy intelektualiści i duchowni w okresie dynamicznego rozwoju społecznego i jeszcze w epoce odważnych reform Stołypina dostrzegli szansę cywilizacyjną dla Rosyjskiego Imperium, w postaci jego „uwspółcześnienia”, dostosowania się do wymogów czasu. Stąd wrażliwość na problemy społeczne, o czym czytamy w pierwszym rozdziale książki, zwłaszcza w podrozdziałach „Projekty soborowe początków XX wieku” oraz „Działalność Komisji i Rady Przedsoborowej”.

Autorka trafnie przybliża polskiemu czytelnikowi kulisy odrodzenia patriarchatu, podczas Soboru. Spory, dyskusje, wątpliwości u ojców soborowych a także wśród intelektualistów i świeckich działaczy uczestniczących w pracach Soboru, pokazuje jak szybką demokratyzację przechodziły struktury kościelne i jak żywym organizmem był ówczesny kościół, do którego w czasach bolszewickich bardzo często przyklejało się „łatkę” zacofanego i rządzonego autokratycznie.

W kolejnym rozdziale autorka dokonuje trafnej analizy źródeł konfliktu z nową władzą bolszewicką, poprzez przedstawienie odważnych reform w Cerkwi i odradzającej się niezależności kościoła od państwa. To właśnie stało się powodem zaniepokojenia wśród komunistycznych przywódców, którzy od początku zmierzali do zepchnięcia Cerkwi do tzw. „kruchty” i ograniczenia jej oddziaływania społecznego. Autorka ilustruje ten proces wskazując na liczne demonstracje w obronie wiary i kościoła. Protesty miały charakter pokojowy i ograniczały się do obrony konkretnego klasztoru, duchownego czy praw wiernych. Dla władz bolszewickich okazało się to wielce niebezpieczne, dlatego już w 1918 roku zaczęto przygotowywać program maksymalnego ograniczenia praw materialnych Cerkwi. Dekret ze stycznia 1918 roku oddzielający kościół od państwa stał się pretekstem do masowych egzekucji majątkowych, sprowadzenia religii do sfery prywatnej, faktycznie bardziej podporządkowanej państwu, niż to było w czasach władzy carskiej. Od tego też momentu zaczyna się masowa rekwizycja, nie tylko dóbr ziemskich, ale także nieruchomości, klasztorów a następnie obiektów kultu. Pawełczyk – Dura trafnie wyznacza w tym miejscu linię potężnego konfliktu, gdyż dekret ten i akty wykonawcze dały następnie pretekst do rekwizycji także kosztowności. Lenin skorzystał z okazji, aby poprzez konfiskatę kosztowności pochodzące z ich sprzedaży środki finansowe wzmocniły wątły budżet nowych władz i dały możliwość utrwalenia struktur państwa komunistycznego, w tym armii i aparatu represji.

W rozdziale czwartym autorka rysuje problem zależności personalnej cerkwi zagranicznej, w tym uciekinierów z ogarniętej wojną Rosji, ze strukturami kościoła prawosławnego, który w tak ekstremalnie trudnych warunkach usiłował wywalczyć sobie autonomię w kraju.

Widać też, jak władze komunistyczne wykorzystały propagandowo aktywność emigracji prawosławnej, zwłaszcza tzw. soboru karłowickiego, aby w opinii Rosjan dyskredytować biskupów i duchowieństwo, łącząc ich aktywność duszpasterską z działaniami wojskowymi tzw. białej armii. Na ten proces nakłada się kampania antyreligijna, którą bolszewicy skutecznie przeprowadzali wśród mało świadomych obywateli, dostrzegających w trwającej rewolucji szansę na poprawę swojego losu.

Ostatni szósty rozdział autorka poświęciła sytuacji w Cerkwi po śmierci Patriarchy Tichona, zwłaszcza roli metropolity Sergiusza (Starogrodzkiego), którego po wielu latach, jak wiemy z historii, Stalin „wyciągnął” z zesłania i zmuszony był prosić o wsparcie w momencie napaści na Rosję nazistowskich Niemiec, w 1941 roku. Los Cerkwi rosyjskiej okazał się wypadkową interesów władzy komunistycznej i zagubienia narodu pozbawionego duchowego przywództwa w chwili próby.

Po kilkudziesięciu latach trwania systemu komunistycznego widać wyraźnie, jak wielkie spustoszenie przyniosły zaniechania refom Cerkwi na początku XX wieku. Powstanie ruchu odnowicielskiego przypieczętowało dramatyczne rozdarcie kościoła.

Nie sposób nie przyznać racji autorce, że nieliczne prace ukazujące się w Polsce na temat rosyjskiego prawosławia (w tym niżej podpisanego „Mistyka i rewolucja” z 1995 roku) wymagają solidnego uzupełniania i poprawiania. Nie tylko zresztą pod względem terminologicznym, ale także pod względem faktograficznym i interpretacyjnym. Najnowsze prace rosyjskie i zachodnie, zwłaszcza wydane w ostatniej dekadzie, stanowią bogate źródło. Autorka przybliża nam najnowsze prace dokumentacyjne I. Osipowej, S. Byczkowa; monografię N. Talberga, martyrologium D. Orechowa i A. Mazyrina oraz I . Goworowa. Dzięki książce Pani Pawełczyk – Dura widzimy jak dużo powstało nowych biografii Patriarchy Tichona (W. Łobanowa, K. Zajcewa, W. Worobiowa, N. Wostryszewa, A. Popowa) a także prac o „odnowicielach”, na nowo opisanych przez D. Gołowuszkina czy W. Dżanibekiana.

Autorka przytacza też liczne opracowania duchownych i akademików zaangażowanych w proces edukacji duchowieństwa prawosławnego. Ponadto okazuje się, że światło dzienne ujrzały liczne dokumenty z opisywanego okresu. Jasno też widać, z dzisiejszej perspektywy, jak kłamliwe były publikacje w czasach sowieckich, przypisujące duchowieństwu w okresie Soboru 1917-1918 intencje związane wyłącznie z polityką.

Na polemikę zasługiwałoby upieranie się przy mniej znanej formie nazwiska Patriarchy Tichona – Biełławin (Василий Иванович Беллавин). Za taką formą nazwiska świadczy fakt, że wiele publikacji Patriarchy, zanim jeszcze objął najwyższy urząd (z lat 90-tych XIX wieku) były sygnowane Biełławin; także gdy był biskupem lubelskim i amerykańskim nosił nazwisko „Biełławin”.

Z całą pewnością froma nazwiska przez dwa „ł” przyjaźnie brzmiała w uszach wiernych, gdy późniejszy Patriarcha, pełnił posługę jako biskup wileński, w latach 1914-1917. Wtedy jego nazwisko „wyglądało” na zlituanizowane, co mogło nawiązywać do wielu polskich i litewskich nazwisk w tej części Imperium.

Jednak w zbiorach dokumentów M. Odincowa oraz M. Gubonina znajdujemy zamiennie używanie obu form. To powiększa naszą niepewność, co do prawdziwej, świeckiej formy nazwiska. Wydaje się, przeważać powinien fakt, iż sam Patriarcha zgadzał się na używanie formy „Bieławin”, od momentu wyboru przez Sobór. Dopiero potem, w 1921 roku wszedłszy w otwarty konflikt z władzami bolszewickimi staje się obiektem operacji „przeciw obywatelowi Bieławinowi”. Trudno zgodzić się z autorką, że przyczyna zmiany nazwiska na jedno „ł” to wyłącznie efekt działań sowieckiej administracji. (s. 109).

W polskiej literaturze oraz w pracach na emigracji (Mac Cullagh, Regelson, Rar, Lewitin-Krasnow i Szawrow i wielu innych) nie używano formy „Biełławin”. Ale być może dawniej nie przywiązywano do takich niuansów wagi i stąd uproszczenie nazwiska, które przeszło do powszechnego użytku. Problem z pewnością jest – jak chce autorka książki – pytanie tylko, czy warto w publikacjach w języku polskim wracać do mniej używanej formy.

Na stronie 12 pojawia się też drobny błąd terminologiczny – powinno być Locum tenens (zamiast tenes), co oznacza stróża tronu patriarszego. Być może to tylko chochlik drukarski. Inną sprawą są jednak problemy z tłumaczeniami na język polski specyficznych rosyjskich liturgicznych i kanonicznych zwrotów. Wiemy, że mają z tym kłopot nie tylko filologowie. Dobrą ilustracją tego kłopotu wydaje się być słowo „swiaszcziennyj” (священный). Jeśli tłumaczymy filologicznie oznacza „najświętszy”, ale przecież wiadomo, że w języku polskim stopniowanie tego przymiotnika jest dość karkołomne językowo i znaczeniowo, dlatego wydaje się, że wystarcza forma „święty“. Ale już na pewno razi w polskim przekładzie świątobliwy, gdyż w takiej formie ten anachronizm, brzmi cokolwiek ironicznie (s.73). Autorka nie jest tu jednak konsekwentna, gdyż w innych miejscach książki wraca do tłumaczenia „swiaszczennyj” jako „święty“

Podobnie problem pojawia się z tłumaczeniem „высший“, autorka wybrała określenie „najwyższy” (s.104), choć lepiej brzmi „wyższy”.

Ale to są naprawdę drobiazgi, których szczegółowe objaśnienie wolałbym przeczytać w tekście polskiego filologa-kanonisty.

Niezależnie od tych uwag natury technicznej należą się słowa podziękowania autorce książki. Doskonale ilustruje ona proces rozpadu Rosji, pokazując wciąż mało znane w Polsce korzenie tego procesu. I za to należą się jej podziękowania. Pisząc o naszym wielkim sąsiedzie, wielkiej tragedii Rosji, w okresie 1917-1919, odsłaniają się też źródła wielu współczesnych problemów, z którymi zmaga się rosyjskie społeczeństwo. Kamila Pawełczyk-Dura dostarcza nam dużej dawki materii do przemyśleń. Należy jej życzyć, aby w swoich pasjach badawczych poszła dalej i przybliżała polskiemu czytelnikowi późniejsze aspekty bolszewizacji i pozbawiania Rosjan korzeni cywilizacyjnych i kulturowych.

Książka zasługuje bez wątpienia na dużo większy nakład i szerszą reklamę.

Mariusz Maszkiewicz

Warszawa, czerwiec 2015

Komentowanie zamknięte.